Załącznik:
REUTERSBENOÎT TESSIER.jpg [ 18.34 KiB | Przeglądane 259 razy ]
W wielkiej hali Grand Palais otwarto właśnie trzecią z kolei wystawę z cyklu Monumenta, swoiste ukoronowanie twórczości artystów żyjących uważanych za najwybitniejszych: ten hołd ma charakter jak najbardziej oficjalny, przedsięwzięciu przewodzi Ministerstwo Kultury. W poprzednich wydaniach oglądaliśmy instalacje Anselma Kieffera i Richarda Serry. Tym razem gigantyczną przestrzeń hali powierzono francuskiemu twórcy: carte blanche na jej wypełnienie otrzymał Christian Boltanski.
Urodzony w Paryżu w roku 1944, początkowo malarz, od lat 70-tych Boltanski był twórcą rozmaitych dzieł opartych na akumulacji przedmiotów od fotografii poprzez puszki po sucharkach aż po elementy odzieży, która stała się w ostatnich latach głównym rekwizytem. Boltanski ma obsesję katalogu, listy, archiwum: ale szczególną cechą tej twórczości jest wykorzystywanie elementów anonimowych w taki sposób, że ich akumulacja rodzi uczucia nostalgii, ironii, a w ostatnich dwóch dziesięcioleciach skojarzenia ze śmiercią, z przemijalnością, dla których kontrastem jest indywidualność osoby. Od połowy lat 80 szczególne miejsce w jego twórczości zajmuje ewokacja Szoah.
Wszystko to sprawia, że jego instalacja w Grand Palais budzi wielkie zainteresowanie. Boltanski nadał jej dwuznaczny tytuł „Personnes”, co znaczy „osoby” ale równocześnie jest sztucznie utworzoną liczbą mnogą od słowa „nikt”. Wkraczamy więc do Grand Palais z pewnym napięciem, tym bardziej, że w jej prezentacjach organizatorzy wystawy uderzają w tak wysokie tony, że ich pięknosłowie budzi z miejsca nieufność: „instalacja ta pomyślana jest jako uderzające doświadczenie, fizyczne i psychologiczne zarazem, moment spektakularnej emocji który stawia pytania o naturę i sens ludzkości. Dzieło to otwiera refleksję socjalną, religijną i humanistyczną na temat życia, pamięci, niezniszczalnej oryginalności każdego istnienia, ale również obecności śmierci, dehumanizacji ciała, przypadkowości losu”…
Wkraczamy więc, omijamy ścianę zbudowaną z ponumerowanych metalowych puszek i stajemy naprzeciw pola starannie podzielonego na równej wielkości prostokąty, na których spoczywają niewielkie stosy ubrań. Pola te są wyznaczone przez metalowe słupy, oświetlone wiszącymi nisko nad nimi neonami, oraz przez przejścia między nimi. Z zawieszonych na tych słupach głośników dobywają się odgłosy maszyn, dudnienie wagonów, sapanie parowozów. Skojarzenie z barakami obozu koncentracyjnego jest oczywiste. Instalacja ta zajmuje całą przestrzeń nawy poprzecznej, wielkości około dwóch hektarów.
Środkowa część nawy Grand Palais, położona jest prostopadle do osi nawy poprzecznej: tam Boltanski przygotował wysoki na kilkanaście metrów kopiec z odzieży. Nad nim pracuje automatycznie wyregulowany dźwig, który chwyta tę odzież w szczęki koparki, winduje pod szklany dach i spuszcza z powrotem na stos.
I to już wszystko.
Jestem tą wystawą zawiedziony i zażenowany. Odnoszę wrażenie, że cała ta instalacja nie wnosi absolutnie żadnej nowej myśli czy odczucia, a środki, jakimi Boltanski posłużył się dla ewokacji skojarzeń są zredukowane do pretekstów, sloganów, etykiet, są językiem reklamy, a nie sztuki. Przykładem – równo ułożone stosy czyściutkich ubrań, którym przygrywa melodia lokomotywy. Wystawa ta porusza w widzu tylko to, co widz sam ze sobą przynosi – chyba że skusi się, tak jak parę wycieczek szkolnych które tam widziałem, na wyjaśnienia któregoś z licznych „mediatorów”, powtarzających z góry ułożone teksty.
Z innego punku widzenia ta wystawa może ilustrować typowe zarzuty jakie stawia się twórczości współczesnej: sam gigantyzm przedsięwzięcia, a także prestiż miejsca w którym jest ono realizowane, bardziej wpływają na jej odbiór niż sama jej treść.
Zażenowanie jest tym większe, że Boltanski, z racji swej osobistej historii, nie powinien być posądzany o wyzyskiwanie czy uzurpację symboli największych tragedii XX wieku: we wcześniejszych dokonaniach, w mniejszej skali, są one obecne, ale nie nachalne. Ale z tego wynikałoby, że powiększenie tej skali do tak monumentalnych rozmiarów ujawniło ukryte ubóstwo jego sztuki.
źródło:rfi.fr